We wsi Proszówka, oddalonej od Świeradowa - Zdroju o mniej więcej 12 kilometrów (~20 minut jazdy samochodem w kierunku Gryfowa Śląskiego, niemal cały czas drogą wojewódzką nr 361), wznosi się bardzo malownicze wzgórze. Od 1780 roku stoi na nim barokowa kaplica. Aktualnie patronuje jej święta Anna, choć pierwotnie na opiekuna przybytku obrano protektora pierwszego fundatora, świętego Leopolda. Otóż około 1657r. hrabia Christoph Leopold von Schaffgotsch polecił, by właśnie tutaj wybudować małą świątynię. Jak wieść gminna niesie, był to wyraz dziękczynienia za wprost nieprawdopodobną historię małżeńską, w której główne role odegrały ślubne obrączki i… polna myszka. A zaczęło się to tak:

Trwało urocze, słoneczne lato A.D. 1656. Graf cieszył się małżeńskim szczęściem z niedawno poślubioną, piękną i młodą Agnes von Racknitz. Christoph Leopold zabrał żonę na rozkoszną przechadzkę - i tak para trafiła na proszówkowe wzgórze. Rozpościerają się stąd zapierające dech w piersiach widoki na Góry Izerskie oraz Karkonosze, nic więc dziwnego że zakochani bawili tu o wiele dłużej niż zamierzali.

Tuż po przepięknym zachodzie słońca szlachetni państwo zebrali się w końcu, by powrócić do swojej rezydencji, leżącego całkiem blisko zamku Gryf (po którym zostały do dzisiaj romantyczne ruiny). Wtedy hrabia zauważył brak ślubnej obrączki - niektóre wersje opowieści podają, że zsunęła się z palca Agnes, inne obwiniają o nieuwagę jej męża. Tak czy inaczej: jednego z pierścieni brakowało, a zguby nie udało się odnaleźć. Utrata bezcennego symbolu małżeństwa wyjątkowo zasmuciła parę. A prawdziwa trwoga przeszyła ich serca, kiedy wiejska wróżbitka Joanna przepowiedziała im, że nie będą mieli dzieci, dopóki nie odnajdą obrączki.

Wiele wskazywało na to, że wieszczka powiedziała prawdę. Mijały kolejne miesiące, a Agnes mimo usilnych starań małżonków nie zachodziła w ciążę. Słudzy wysyłani do Proszówki wracali z niczym. Równo rok po feralnym spacerze, hrabiostwo znów spędzali czas na tym samym wzgórzu - jako gospodarze pikniku dla arystokracji z całej okolicy. Towarzystwo radośnie biesiadowało, siedząc wygodnie na kunsztownie tkanym dywanie. Beztroską ucztę przerwało pojawienie się małej polnej myszy, która śmiało wbiegła na kobierzec i zaczęła intensywnie wpatrywać się to w hrabinę, to w hrabiego.

Rzecz jasna służący zareagował jak należy i błyskawicznie pochwycił gryzonia. Już miał się z nim rozprawić, kiedy zaprotestowała Agnes. - Nie zabijaj jej, oszczędź bezbronną myszkę. Puść ją wolno. Kto wie, może jeżeli pozwolimy jej odejść, to przyniesie nam szczęście - powiedziała. Sługa spełnił życzenie swojej pani, a uwolnione zwierzątko błyskawicznie zniknęło w trawie. Wśród biesiadników nie ustały jeszcze śmiechy i żarty z tej niecodziennej sytuacji, kiedy myszka wróciła, niosąc w pyszczku coś błyszczącego. Złożyła podarunek przed Agnes i Christophem Leopoldem, a ci natychmiast rozpoznali zagubioną przed rokiem obrączkę.

Mrożąca krew w żyłach przepowiednia wróżbitki Joanny nie znalazła tragicznego rozwiązania. Nasi bohaterowie doczekali się aż jedenaściorga dzieci, a ród Schaffgotschów jeszcze długo władał okolicznymi ziemiami.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij